podróże

Szczecinek! Memoriał im. Winanda Osińskiego

9:21 PM,0 Comments

 Hej, troszkę czasu minęło od ostatnich zawodów, toteż mogłam być bardziej obiektywna pisząc poniższy tekst.

Pozdrawiam,
Blombly

Start: 13:00
Gdzie: Szczecinek
Kiedy: 24.04.2016r.
Nawierzchnia: ulica

W ostatnią niedzielę tj. 24 kwietnia 2016r. miałam okazję uczestniczyć w biegu ulicznym, który wszyscy tak gromko zachwalali. Razem z mamą biegamy, toteż około 9:00 rano siedziałyśmy już w aucie i powolutku zmierzałyśmy wgłąb Polski, ażeby zrobić coś około 70km w jedną stronę. Na trasie było spokojnie, pogoda była różna przez słońce po deszczowe krople. W pewnym momencie w radiu usłyszałyśmy, że w Bobolicach(jakieś 15km przed Szczecinkiem) pada śnieg. Hmm, pomyślałam, że pewnie chodzi o jakieś Bobolice na południu Polski, bo właśnie przejechałyśmy i ani jednego płatka nie zauważyłyśmy. W końcu około 11:00 dojechałyśmy do Szczecinka. Troszkę się to miasteczko zmieniło, bowiem lekko się zgubiłyśmy na początku. Na miejscu przy OSiR'ze byłyśmy jakieś 15 min później. Przywitała nas deszczowa aura niezachęcająca do żadnej aktywności fizycznej, ale przemogłyśmy się i ruszyłyśmy po pakiety startowe i numerki.

Do wspomnianego pakietu należało:
- jasnozielony worek z logiem jakiegoś sponsora - przyda się na treningi,
- żółto-niebieski bidon(400-500ml) - pewnie wykorzystam na rower, jak tylko dokupię wieszak,
- wersja trial programu antywirusowego - raczej nie skorzystam,
- ciasteczko - dobre było :)
- kupon na piwo oraz zupkę gulaszową - piwo jak piwo, ale zupka była pyszna - pozdrawiam kucharzy ^^,
- mnóstwo ulotek sponsorów - czyli standardowo,
- plus oczywiście koszulka - na prawdę fajna, lubię tego typu. Biała, krój męski, luźniejsza, z ładną minimalistyczną grafiką.


Po odebraniu pakietu pędem do toalety! a tam? Kolejki jak stąd do wieczności! Pod tym względem było troszkę biednie. Nawet mydła w toalecie nie było. Oj, przydałby się remont. Następnie stwierdziłyśmy, że nie będziemy moknąć i uciekłyśmy do auta. I wiecie co? Dobrze, że tak zrobiłyśmy, bo nie minęło 10min a zaczął padać grad, z deszczem i śniegiem. A biedne dzieci musiały śmigać w takich warunkach swoje wyścigi :) Powiem szczerze, myślałam, że taka pogoda utrzyma się aż do końca biegu głównego, ale jakoś po 11:30 lekko się rozchmurzyło i przynajmniej przestało padać. W międzyczasie jak padało zjadłam swój mus owocowy, co by się naładować energią oraz ciasteczka pakietowe, plus wypiłam kilka łyków domowego izotoniku.
Wyszłyśmy z auta i zaczęłyśmy spotykać na swojej drodze co raz to więcej znajomych twarzy, którzy tak jak i my pędzili na dzisiejszy bieg. W końcu skierowałyśmy swoje kroki na trybuny zwiedzając przy okazji budynek OSiR, w którym było relatywnie ciepło.
Postałyśmy na trybunach do biegu chłopców z gimnazjum, bowiem 2 chłopców, którzy z nami trenują na stadionie brało udział. Poszło im całkiem nieźle jak na tak dużą ilość zawodników. Brawo i gratulacje dla Jacka i Dawida :)
Po tych wszystkich emocjach związanych z kibicowaniem, udałyśmy się ponownie do auta, aby się przebrać już do biegu głównego. Razem z Gosią, Jackiem, Jankiem oraz Zygmuntem udaliśmy się na porządną rozgrzewkę w kierunku jeziora. Mocno od wody zawiewało i ciągle coś tam chlapało z chmur.
Jeszcze ostatni łyk izotoniku i trzeba się udać na start, który był oddalony jakieś 400m od parkingu. Na starcie było już mnóstwo ludzi. Kolejne spotkania, uściski, trzymanie kciuków. Pozytywnie nastawiona czekałam na sygnał startu, a w głowie słowa Lucynki "Tylko nie zacznij za szybko, bo spuchniesz". No właśnie, taki był plan! A wyszło jak zwykle. Przeliczyłam swoje siły, ale za chwilkę o tym...
Jeszcze zanim był wystrzał, pan Toboła ogłosił, iż liczyć się będzie czas netto, co mnie ogromnie ucieszyło :) A więc kilka oddechów głębszych i start!

Na początku czułam się super. Tempo na pierwszych dwóch kilometrach było nawet ok. - 5:45 - 5:50min/h. Nie czułam dystansu, podbiegów. Na zbiegach delikatnie podkręcałam tempo, ale nie aż tak, aby za chwilę wypluć płuca. I to tyle z plusów... Gdy dobiegłam do 3,5km coś się zacięło. Może to ten podbieg przed nawrotem? W każdym bądź razie, czułam jakby wiatr wiejący od jeziora mnie zastopował. Coś mnie przyblokowało. Musiałam zwolnić do 6:00-6:10 i w zasadzie starałam się to tempo trzymać do 6km. Po tym czasie złapałam taki kryzys, że o matko! NIGDY! tak się nie czułam, źle. Skurcze w nogach, bałam się że za chwilę odnowi mi się kontuzja łydek i czułam przeogromny ból całego organizmu, nawet rąk, które nawet na 15km w Kołobrzegu mnie nie bolały!
Żeby było ciekawiej na 7km poczułam, że w lewym bucie mam przy paluchu mokro. Pan medyk, chyba zauważył moją nietęgą minę i zapytał się czy wszystko ok? Odparłam oczywiście, że tak, że dam radę... Co się okazało, a dowiedziałam się o tym na 9km, bo zauważyłam na bucie plamę krwi - szew od skarpety mi przeszkadzał i obtarł mi skórę :(
W każdym bądź razie, na 8km odzyskałam trochę sił witalnych. Widziałam na zegarku, że skończę powyżej godziny, jednak cały czas miałam nadzieję, że uda mi się ją złamać. Minęłam pana Mariana(chyba wszyscy go znają ^^), informując go że "Panie Marianie, dajemy do końca, zostały niecałe 2 km! :)" i zauważyłam na horyzoncie panią, z którą na trasie co i rusz się wymijałyśmy - biegła równym tempem przez cały dystans. Szacunek! Na 9km mocno przyspieszyłam, bo została ostatnia prosta i wbieg na stadion. Nie miałam już siły i postanowiłam zastosować metodę interwałową - 100/100m, czyli 100m szybko, 100 wolniej, ale nie na tyle aby się człapać. U mnie na zegarku wyszło 5:15 do 5:50. Udało mi się wyprzedzić Panią, o której wcześniej wspomniałam i jeszcze jednego Pana, który przed nią biegł.



Na plus:
- przepiękne medale (na zdjęciu powyżej)! :)
- zupka plus piwo, czyli smacznie :)
- komentator pan Toboła :)
- istnienie masażystów, z których na szczęście nie skorzystałam, ale miło wiedzieć, że była taka możliwość :)
- służby medyczne :)

Na minus:
- pogoda niezależna od organizatorów :)
- za szybka dekoracja - człowiek nie zdążył zjeść zupki a już zaczęli dekorować :(
- w kategoriach wiekowych oprócz kopert w zasadzie nie było żadnej pamiątki, natomiast "swoim" z powiatu oprócz pucharu, jeszcze nagrody dawano - słabo,
- za mało nalewaków do piwa na tyle osób :)

I to chyba tyle z mojej relacji. Czy wrócę za rok? Jeszcze nie wiem. Przede mną jeszcze Szczecinecki Weekend Biegowy. Zobaczymy jak tam się organizacja spisze :)

Najbliższe zawody? Miały być w Manowie, ale w tym czasie wyjeżdżam do Szczecina, a zatem prawdopodobnie będzie to Sławno :) Do zobaczenia gdzieś na trasie :)

You Might Also Like

0 komentarze: