podróże

Podróże małe i duże. Kołobrzeg I i II podejście.

8:09 PM,0 Comments

Z racji tego, że mam sporo zajęć, hobby i zainteresowań, nie zawsze mam czas, aby tutaj coś skrobnąć. Z początku blog miał być o tworzeniu, teraz powoli zmieniam jego profil, ażeby był bardziej mój niż konkretny - jednotematyczny :) Z drugiej zaś strony, czy nie każdy dzień tworzymy na nowo?

Bardzo często zdarza mi się łączyć kilka moich pasji na raz. Jedną niewątpliwie są podróże, a co za tym idzie również fotografia. Uwielbiam te dwie pasje ze sobą scalać, bo przecież jedno nie wyklucza drugiego, czyż nie? Gdziekolwiek się nie znajduję włącza mi się tryb "chodzika". Nie ma takiego zakamarku, do którego bym nie wlazła jak np. w Wenecji, gdzie w 8h zwiedziłam prawie całą wyspę ;)

Moją trzecią pasją, o której dziś wspomnę jest bieganie. Nie jestem jakaś super w tym temacie. Biegam raptem od 2 lat. Czy to dużo, sami oceńcie :) Moje wyniki są średnie, ale powolutku czuję, że robię progres. Nigdy nie byłam typem lubiącym biegać bez celu - raczej wolałam się skupić na konkretnym wysiłku nastawionym na cel, np. wygrać mecz, czy też walkę. Cokolwiek by to nie było, dawałam z siebie 100%. A bieganie? No cóż, zawsze gdzieś stało z boku. Wolałam krótki, ale za to intensywny wysiłek.
Co się zmieniło, że zaczęłam biegać? Zaraz pewnie pomyślicie, że moda bądź zbijanie kilogramów. No cóż, poniekąd macie racje ;) Szczególnie to drugie. Zaczęłam powoli. Najpierw przez rok przygotowywałam się do większego wysiłku, jakim byłby dystans 1km bez zatrzymania się! Tak, możecie się śmiać, ale dla mnie na tamten moment to był nie lada wyczyn. Przebiec jeden kilometr bez zatrzymania. Moje przygotowania rozpoczęłam od kijów do nordic walking. Ci co twierdzą, że to sport dla starych babć, polecam spróbować! Chodziłam miesiącami, aby zbudować choćby drobny zalążek kondycji.
Po roku chodzenia i czasami wejścia na rower, postanowiłam się przebiec. Wiecie co? To była masakra! Ledwo przebiegłam ten upragniony kilometr. Po tym dystansie, musiałam z 5 minut odpocząć, aż złapię oddech ;) Sama się teraz z tego śmieję, ale tak właśnie było. Powolutku zaczynałam wydłużać moje trasy biegowe. Aż w końcu w moim byłym liceum, na specjalne obchody, postanowiono zorganizować bieg. Postanowiłam, że wezmę w nich udział. I tak właśnie zaczęła się moja historia biegowa/startowa...

Ale wiecie do czego zmierzam?
W zeszłym roku wśród tych startów(mój pierwszy rok startowy) postanowiłam wziąć udział w Biegu Solidarności w Kołobrzegu. Był to koniec lata. 23 sierpnia 2015 roku. Pogoda dopisała. Dystans 10km. Przyjechałam trochę wcześniej, ażeby pozwiedzać, bo nigdy nie byłam w Kołobrzegu :) Taa... Całe życie mieszkam nad morzem, ale jakoś Kołobrzeg wydawał mi się strasznie odległym miejscem. Byłam tam kiedyś za dzieciaka, ale pamiętam to miasto jak przez mgłę... A tu takie miłe zaskoczenie :)


 Cudny ratusz zbudowany z czerwonej cegły. Przed nim znajdowała się kula wodna. Niestety nie posiadam fotki.

 Samochodzik był dla mnie swoistą niespodzianką. To chyba taksówka z tego co pamiętam :)


 Przecudowna katedra wraz z rzeźbą.


 Kołobrzeg to zdecydowanie miasto fontann. Oto pierwsza z nich.


A tutaj moja ulubiona. Chyba sami rozumiecie dlaczego. No po prostu cudowny pryskający dmuchawiec :)

Tak było w 2015 roku, niestety w tamtym nie dotarłam do morza. Nie było czasu, a może zmęczenie po biegu zrobiło swoje... Pamiętam, że zrobiło się przenikliwie zimno, toteż zrezygnowałam z wycieczki po molo.

Ale nadszedł 2016 r. i XXX Bieg Zaślubin w Kołobrzegu. Dystans 15km. Organizacja: nie było źle, choć na 10km zabrakło wodopoju ;) A właśnie na 10km zachciało mi się przeogromnie pić :) Nie ma co, na szczęście organizatorzy zapewnili po biegu bogaty bufet podczas wręczania nagród :)
Co zauważyłam... Mnóstwo Niemców kibicujących podczas trasy, bądź po prostu łapiących promienie słoneczne, ale na szczęście wycieczka znów przed biegiem się udała :)


 Widok na molo.


Wejście do portu.


 Moja cudowna modelka. Tak się pięknie puszyła i ustawiała do obiektywu, że aż żałowałam, iż nie posiadam ze sobą jakiegoś smakołyka.


No i pierwsze oznaki wiosny! Ahh, jak cudownie było móc zobaczyć na własne oczy piękny dywan stworzony z przebiśniegów.

I na koniec najważniejsze. Medale! Bardzo ładne, oryginalne. 

Co mogę rzec na koniec o Kołobrzegu?
Na pewno warto przyjechać, zwiedzić i spędzić kilka dłuższych chwil w tym nadmorskim mieście. Podejrzewam, że w sezonie może być trochę męcząco, dlatego też warto przyjechać w mniej tłoczne miesiące, aby docenić walory tego miasta :)
Mam świadomość, że nie zwiedziłam jeszcze wszystkich miejsc w Kołobrzegu, ale chyba na jakiś czas mi wystarczy :) Jest przecież tyle miejsc do zwiedzenia... A w tym roku jeszcze tyle startów biegowych, że ho ho :)

xx
Blombly

You Might Also Like

0 komentarze: