SHAREWEEK 2017


Cześć,
I ruszyła kolejna edycja shareweek, w którym postanowiłam wziąć pierwszy raz udział jako osoba polecająca. Ale, ale... chwileczkę z czym ja dziś przychodzę?
Jest to fajna akcja stworzona przez Andrzeja Tucholskiego, od blogerów dla blogerów(również dla youtuberów oraz podcasterów), czyli każdy bloger ma za zadanie polecić 3 innych blogerów, których ceni i którymi się inspiruje. No to zaczynam :)
Worqshop jest na mojej liście liderem. Jest to przecudowne miejsce prowadzone przez Kasię - moją imienniczkę, która pokazuje jak codzienność może być kreatywna i jak można do niej w niebanalny sposób podchodzić. Wprowadza każdego czytelnika bloga w przecudowny świat przydasi, bujo, project life, cyklicznych wpisów jak np. "tu i teraz" czy dość spontanicznych akcji jak "jeden dzień z życia w fotografii". To dzięki niej odważyłam się rozpocząć przygodę z moim własnym Bujaczkiem, a także nad Project Life, który był zagadkowym hasłem. Obserwuję, inspiruję się, a w jej cudownym świecie można wpaść po uszy na wiele godzin i ciągle nie ma się dość. Serdecznie polecam zajrzeć na bloga.
Blog prowadzony przez Ankę, którą poznałam poprzez grupę na facebooku. Nie sądziłam, że takie miejsca, jak "Jakzdrowojeść" są w internetowych czeluściach. Oprócz odpowiedzi na pytanie zawarte w domenie, można znaleźć interesujące informacje na temat naturalnych kosmetyków, codziennych motywacji i garści porad dotyczących okołojedzeniowych. Jak mam problem ze znalezieniem przepisu na obiad bądź zdrową przekąskę to wpadam na bloga do Anki



Moim ostatnim wyborem na tej liście jest znana pewnie większości Scraperka, od której moja przygoda z blogowaniem właściwie się rozpoczęła. Wpadłam do niej pewnego dnia i utonęłam na parę godzin we wpisach dotyczących lifestyle'u, dobrego stylu, wnętrz. Z ogromną przyjemnością zaglądam do niej do dziś, choć już z mniejszą intensywnością niż na początku mojej drogi blogowej. Była moim guru i niedoścignionym ideałem w tworzeniu wpisów, w dodawanych zdjęciach i w zasadzie do dnia dzisiejszego takim właśnie ideałem pozostaje.

A ty bierzesz udział w akcji? A może masz swoją trójkę ulubionych blogów? Pochwal się/podlinkuj w komentarzu. Chętnie zajrzę i poczytam.

Pozdrawiam,

Jeden dzień z życia w fotografii - LUTY.

zdjęcie nagłówkowe


Cześć,
w styczniu wprowadziłam na bloga serię wpisów pod nazwą "Jeden dzień z życia w fotografii". Skoro jest już marzec, to trzeba odkurzyć ten jeden dzień z lutego, kiedy to zdecydowałam się bez względu na pogodę i warunki pogodowe, a także bez względu na to czy to będzie zwykły czy jednak dość zaskakujący dzień, popstrykać fotki co godzinę. A zatem ruszamy w podróż - czyli luty zza kulis.

Na wstępie jeszcze wspomnę, że ten dzień był zaplanowany na... to będzie zaskakujące - zakupy! Tak, w soboty zwykle ruszam na większe zakupy, bo sprawy z całego tygodnia się mnożą i zwykle szóste dni tygodnia są od tego, aby ponadrabiać zaległości. A zatem do dzieła!

zeszyt, lusterko, kubek kawy.

Sobotni poranek to u mnie zdecydowanie późniejsze wstawanie, nawet mimo nawału spraw, lubię troszkę dłużej pospać, co wiąże się z tym że działam 3w1 - czyli makijaż, śniadanie i planowanie w bujo robię w jednym i tym samym momencie :) Nie da się? Oczywiście, że da :)

zamglona ulica pomiędzy szpalerami drzew.

Po 10:00 ruszam w teren w zamglonej aurze.Tego dnia miałam przede wszystkim zahaczyć o hurtownię papierniczą, kilka sklepów w poszukiwaniu ulubieńców miesiąca.
dwa duże zdjęcia w sklepie na białej ścianie.

O jedenastej w galerii handlowej spędzałam monotonne godziny na szukaniu jakiejś genialnej kreacji dla mamy na bal. Skończyło się na... kupionych rajstopach xD
zdjęcie z samochodu. widok na ścieżkę rowerową, żółte barierki oraz drzewa.

Powrót do domu, ale ale... jeszcze zakupy jedzeniowe. Czy to dziś nie skończy?
orzechy.

Orzechy, orzechy... U mnie w domu ostatnimi czasy królują zdecydowanie orzechy w różnej postaci. Łupanej czy też masła orzechowego... Dodawane do większości potraw i przysmaków, w formie panierki do kotletów, jako dodatek do owsianki, czy kruszonka na serniku. A ty lubisz dodawać orzechy do różnych potraw?
paląca się świeczka na pomarańczowym notesie.

Musiałam w końcu chwilkę odpocząć. Zapalona świeczka, cicho w tle lecący winy i do tego dobra książka. Idealny relaks w popołudniowej aurze, tuż przed porą obiadową.
zdjęcia przywieszone na sznurku za pomocą drewnianych klamerek.

Naszło mnie kreatywne tworzenie, dzięki czemu nad monitorem przy biurku zawisł sznurek z moimi ulubionymi zdjęciami. Lubię tę formę ekspresji, ponieważ zdjęcia można zastąpić w bardzo prosty sposób innymi. Te pochodzą z instagramu i zostały wcześniej wywołane.
ponowne zakupy jedzeniowe, aby zrobić niedzielę wolną.

I ponownie zakupy, tym razem poobiednie. Tak to jest jak człowiekowi coś się przypomni i jeździ jak wariat po sklepach, ale to wynika tylko i włącznie z faktu, że nie chcę i nie lubię robić zakupy w niedzielę. Uważam, że osoby pracujące w niedzielę powinny mieć odpoczynek i czas na spędzenie wolnej chwili z rodzinami.

dziki sad, sałatka i ed sheeran w słuchawkach.

I znowu relaks. Tym razem już z kolacją. Dziki sad, sałatka i Ed. Idealne połączenie.
różowe małe różyczki na białym tle.

I na koniec drobny prezencik - róża w doniczce. Będzie miło, będzie pachniało. Takie wieczory uwielbiam najbardziej.

I tak zakończył się kolejny dzień i kolejna próba podjętego tematu. W marcu na pewno podejmę się ponownie, tylko jeszcze nie wiem który dzień wybrać - choć mamy już połowę miesiąca xD A może i ty lubisz robić takie wyzwania? Jeśli tak, to daj znać pod tym postem co myślisz o takim wyzwaniu.

Pozdrawiam,



Podsumowacz miesiąca - Luty.

Podsumowanie luty - zdjęcie nagłówkowe
Cześć,
w końcu już luty za nami. Ja się przeogromnie cieszę z tego powodu, ponieważ to nieodzowny znak, że zbliża się ogromnymi krokami... WIOSNA! Już podskórnie czuję, że będzie to na prawdę fajny czas, ale zanim marcowe harce, spacery i przygody, muszę się cofnąć do lutego i podsumować ten krótki, aczkolwiek, pomimo kilku przestojów w kreatywności, dość pracowity i angażujący dla mnie miesiąc.

JESTEM WDZIĘCZNA ZA...
Luty przyniósł lekką nostalgię i zadyszkę w kreatywności, a także w pisaniu bloga. Ale za to jestem wdzięczna, że w tym miesiącu udało mi się utrzymać plany i zamierzenia jakie sobie narzuciłam na jego początku. A było ich dość sporo, uwierz mi :) Ważne, że udało się zrealizować około 90% z tego co planowałam, co uważam za dobry wynik, zważywszy na moje dość kiepskie nastawienie ducha.

papier i długopis na drewnianym blacie

SŁUCHAŁAM...
Oj tak... Sia mnie prześladowała w dzień i w nocy, a ta piosenka... Po prostu jak słyszę pierwsze dźwięki to nóżka od razu tupie w miejscu i aż mnie nosi, aby potańczyć przy refrenie. Do tego wszystkiego jest strasznie uzależniająca, jak jakiś narkotyk. Warto również zwrócić uwagę na małą bohaterkę tego teledysku - Lilliana Ketchman - wkrótce będzie o niej głośno, jestem tego pewna - znana z show tanecznego "Dance moms".


OBEJRZAŁAM...
Filmweb pokazuje, że kilka filmów w tym miesiącu udało mi się obejrzeć, ale chyba najbardziej mogłabym z tego grona polecić "Edge of seventeen", który nie jest typową papką dla nastolatków, a postać głównej bohaterki jest bardziej złożona i w sumie dobrze zagrana przez Hailee Steinfeld. Wręcz bardzo często zaskakiwała mnie swoim postępowaniem główna bohaterka, dzięki czemu nie był nudny.



Niestety, obejrzałam też nową część Grey'a. Zostawię to bez komentarza :)

PRZECZYTAŁAM...
W tym przypadku najpierw był film. Dopiero niedawno przeczytałam "Gwiazd naszych wina". Książka sama w sobie była okej. Jednak pod koniec zabrakło mi czegoś co byłoby jej zwieńczeniem. Odnoszę wrażenie, że autor dał nam wskazówkę jak się ona skończy dzięki temu, że główna bohaterka czytała książkę Petera van Houtena. W każdym bądź razie fajna pozycja dla nastolatków - pozwala oswoić się z tematem śmierci i choroby, natomiast dla dorosłego może być lekko infantylna.

przeczytana, otwarta książka


KUPIŁAM...
Przecudownie pachnącą bananową świeczkę, mały zestaw farb akwarelowych - półkostki Renesans. Dodatkowo 3 kwiatki, kołyskę do robienia brzuszków i dwa bloki do akwareli, czyli w najbliższym czasie będzie kreatywnie i aktywnie fizycznie.

zakupy podsumowujące


UDAŁO SIĘ...
W końcu założyłam dwa sklepy. Jeden na cupsell(link u góry w zakładkach), gdzie sprzedaję wydruki w formacie a2, wlepki z moich zdjęć, które można znaleźć między innymi na instagramie. Za niedługi czas chcę wejść jeszcze w obudowy do telefonów, torby oraz naklejki na laptopy. Drugi znajduje się na creativemarket, gdzie z kolei możesz zakupić zdjęcia do wykorzystania na blogu za kilka dolarów.
Poza tym udały się 4 sesje zdjęciowe, z czego trzy były w plenerze a jedna z racji kiepskiej pogody w domowym zaciszu.



CZUŁAM SIĘ...
Tak jak pisałam na samym początku - skołowana, trochę zmęczona już zimą - chyba złapałam zadyszkę. Często też czułam się ospała. Na szczęście czasami potrafiłam też zmusić się do aktywności fizycznej i kreatywnego działania w sferze akwarelek.

biała pościel


STWORZYŁAM...
Razem z moją Sis oraz z mamą pewnego lutowego wieczoru przy winie stworzyłyśmy branding dla pewnej firmy ogólnobudowlanej, której start pod nową nazwą już niebawem. Powiem szczerze, że chciałabym częściej tworzyć takie brainstormy z naszej strony. Jak coś to polecamy się na przyszłość :D Ciekawe doświadczenie procentujące na przyszłość.

PRACUJĘ I PLANUJĘ...
Obecnie pracuję nad ciągłym samorozwojem w sferze blogowej. A w planach praca nad dalszymi partiami grafik i zdjęć. Również planuję w najbliższej przyszłości zakupić aparat - pełną klatkę toteż powoli się rozglądam za najodpowiedniejszym dla mnie modelem i marką. Mam już coś upatrzonego, ale nie zaszkodzi pozaglądać do konkurencji.

I to chyba by było na tyle z podsumowaczy miesiąca - lutego. Dziękuję, że jesteś i to czytasz. Do następnego wpisu, wkrótce. A jeżeli masz ochotę zawsze możesz wrócić do poprzedniego miesiąca i zobaczyć jak wypadło podsumowacz miesiąca w Styczniu.